Nazwa/szczep: Oveja Negra 2008 Reserva / Cabernet Sauvignion & Syrah
Rodzaj: czerwone, wytrawne
Cena: 27 PLN
Miejsce zakupu: Bomi
Ocena (0-100): 70
Na początek wyjaśnienie, win z Nowego Świata staram się nie pijać ze względu na ślad węglowy związany z ich transportem do Europy. Poza tym, smaków wina w samej Europie a nawet w Polsce jest tyle, że doprawdy nie ma sensu sięgać po zamorskie specjały.
Z drugiej strony, w kręgach specjalistów od win tańszych przyjął się pogląd, że wina z Chile & Argentyny przodują w relacji jakości/ceny. Może i tak, nie zdarzyło mi się nigdy pić naprawdę złego wina z Ameryki Południowej, jednak kiedy zaczynamy uwzględniać koszta transportu, okazuje się, że butelki stamtąd nie są znowuż tak bardzo okazyjne.
Mieszanka Cabernet i Shiraz z winnicy Oveja Negra, chilijskie wino z Doliny Centralnej, doskonale pokazuje tę prawidłowość . W zapachu zaraz po otwarciu butelki czuć głównie alkohol, z czasem (i napowietrzeniem) pojawiają się lekkie nuty owocowe (wiśnia?). W smaku lekka słodycz połączona z mocnymi garbnikami. Przebija się nuta pieprzu. Posmak bardzo krótki, lekko pieprzny. Ze względu na niską kwasowość może być niezłą propozycją dla tych, którzy nigdy nie lubili win wytrawnych, a chcieliby się do nich przekonać.
Podsumowując: Lekkie, delikatne, gładkie, poprawne, nic specjalnego – to określenia, które przychodziły mi podczas picia. To wino nie jest złe, nie będzie wtopą podczas planowanej imprezy. Czegoś mu jednak brak. Wino sygnowane czarną owcą powinno być przecież charakterne, zadziorne. To jest co najwyżej potulne i przeciętne.
P.S. Z oferty Oveja Negra próbowałem też mieszankę Carmenere i Merlot (Reserva 2008). Niestety, nie zachowały się notatki z degustacji, ale z tego co pamiętam, było to wino o wiele lepsze i ciekawe.


10 comments
Lost Sheep - proste Chardonnay z Marks & Spencer | Wino DoTrzechDych.pl says:
paź 24, 2011
[...] winie z owcą na etykiecie pisaliśmy już wcześniej. Etykieta australijskiego Chardonnay z M&S nie zawierała jednak zadziornej czarnej owcy, a [...]
A. says:
paź 13, 2010
Z Jaworkiem mam dość mieszane uczucia, bo z jednej strony obowiązuje hasło „drink locally”, a z drugiej strony to są – na razie – wina o jakości nieadekwatnej do ceny. Piłem z zeszłego roku Rieslinga i Acolon (oba 2008). W tym roku w ofercie Acolon już akurat nie występuje. Riesling był zupełnie bez właściwości, nie zapamiętałem z niego nic. Acolon o wiele lepszy, ekstremalna kwasowość, ale też bardzo złożony, z miłym delikatnym posmakiem. Tylko znowu, w relacji jakość/cena przegrywają. :/ Nie żałuję, że wsparłem lokalną produkcję, ale też nie zachwyciła mnie ona na tyle, żeby to powtarzać.
mag says:
paź 13, 2010
Ale wina od Jaworka niestety nie są do trzech dych…
A. says:
paź 12, 2010
Z Węgrami to może być niezły trop, chociaż trzeba jeszcze sprawdzić, czy la sieci handlowych one nie idą najpierw do jakiegoś centrum dystrybucyjnego, z którego potem są dopiero rozsyłane.
@ wina niemieckie -> W Niemczech jestem tak często, że chyba kupię znowu coś na miejscu. Póki co sprawdza się taktyka kupowania w sklepach win lokalnych. Ostatnio kupiłem tak Rieslinga Clemensbuscha (http://www.clemens-busch.de/) – 8,35EUR za litrową butelkę. Smak porównywalny ze słowacką linią Egona Müllera, która jest po prostu rewelacyjna, a gdzie Müller nie narzuca jeszcze tak silnej marży. Było też o wiele lepsze od moich dotychczas ulubionych rieslingów z Kloster Eberbach ze średniej półki cenowej.
Opistokont says:
paź 12, 2010
Najmniej szkodliwe ekologicznie będą wina z nowego świata, oprócz produkowanych z dala od morza (jak np. Mendoza). Jeszcze lepsze byłyby sprowadzane statkami wina europejskie, ale w praktyce pewnie nawet z Portugalii przywozi się je tirami (do sprawdzenia).
Na kolejnych miejscach (z poważnych producentów) będą Węgry (z Tokaju tylko 570 km), Austria (z Wiednia 700 km) i Niemcy (ok. 1000 km z głównych regionów winiarskich).
Co do niemieckich win czerwonych, to też na razie nie spotkałem nic, co by mnie rzuciło na kolana. Są natomiast wina codzienne o znakomitym stosunku jakości do ceny. Byłyby idealne na Waszego bloga, gdyby nie fakt, że typowy dla Polski narzut 100% podwyższa ich cenę z 3-4 euro do 35 zł.
BTW: zamierzam niedługo sprowadzić trochę niemieckiego wina bez kosztownych pośredników.
A. says:
paź 11, 2010
@ Opistokont -> Czyli z tego wynika, że trzeba się przerzucić na wina niemieckie? W białych jest o co walczyć, ale w czerwonych nie udało mi się spotkać niczego_naprawdę_ dobrego. Czechy też mogą być niezłą opcją, choć tam nie ma produkcji za bardzo masowej i w sumie produkują tylko na własny rynek. Wino na tory!
Opistokont says:
paź 11, 2010
Ze śladem węglowym to nie jest takie proste. Emisja CO2 przez transport morski jest wielokrotnie mniejsza niż w transporcie lądowym. Różnica jest tak duża, że część trasy pokonywaną statkami można właściwie zaniedbać i skupić się wyłącznie na odcinku pokonywanym ciężarówkami.
Artykuł na ten temat:
http://www.treehugger.com/files/2009/04/ship-or-truck-makes-all-the-difference-in-wine-carbon-footprint.php
Zwracam uwagę na fakt, że w Kalifornii wina chilijskie są bardzie efektywne ekologicznie niż wina kalifornijskie!
Wino z Nowego Świata dostarczane do polskich portów będzie prawdopodobnie mniej kosztowne ekologicznie od dowolnego wina europejskiego. Gorzej z winem dostarczanym do portów niemieckich i holenderskich.
gab says:
paź 6, 2010
Tam tara dam! – zapodziały się gdzieś ;)
Owieczka says:
paź 6, 2010
A gdzie fanfary, że owca zalinkowana na owcy na dziś: http://owczy.blox.pl/html
Ta dam!
gab says:
paź 4, 2010
Zwracam uwagę na ciekawą cechę – polskie czcionki na etykiecie się wywaliły ;) Byc może ta wada podniesie wartość butelki ;)