Nazwa/szczep: Campos de Dulcinea / Tempranillo & Shiraz 2009 / Hiszpania
Rodzaj: czerwone, wytrawne
Cena: 22,90PLN
Miejsce zakupu: Piotr & Paweł
Ocena (0-100): 80
Słowo wino pojawia się w Don Kichocie tylko 68 razy i stanowi zaledwie 0,016% słów w całym poemacie Cervantesa*. Mylne byłoby jednak stwierdzenie, że wino dla akcji poematu ważnym nie jest.
Jakże radziłby sobie nasz błędny rycerz bez kojącego rany balsamu z oliwy, soli, rozmarynu i wina? Jak mógłby znosić dzielny Sancho Pansa wybryki swego pana bez łyczka kojącego trunku? I w końcu, gdzie znaleźć można tak wspaniałą damę serca jak Dulcynea, jeśli nie w słynącym z produkcji wina Toboso?
Do tej ostatniej postaci nawiązuje zresztą nazwa recenzowanego wina. Campos de Dulcinea oznacza tyle co terroir Dulcynei i jest świetną nazwą dla winnicy położonej właśnie w Toboso. Trunek jest produktem rolnictwa ekologicznego, podczas pracy w winnicy nie używa się sztucznych nawozów ani chemicznych środków ochrony roślin.
A jeżeli chodzi o sam trunek? W zapachu niespodzianki, na początku pachnie skórzanie, co jest dość dziwne dla młodego wina. Po napowietrzeniu zapach przechodzi jednak w bardziej „odpowiedni” – Dulcynea pachnie lekko fenolem, podobnie jak recenzowane Beaujolais. Tu uwaga, współpijący M. stwierdził, że żadnych fenoli nie czuje. Cóż robić? Kto nie chodził na syntezę związków organicznych, ten nigdy tego porównania nie zrozumie. W smaku zbalansowane, lekko słodkawe, rześkie, po prostu dobre. Posmak lekko pikantny. Ot tyle, dobre wino bez pretensji.
—–
* Obliczenia wykonane dla anglojęzycznej wersji tekstu.


1 comment
rholna says:
mar 26, 2011
W PiPie znowu rzucili winka z Dulcynei – dziś żłopię (żłopię a nie piję – a dlaczego…? poniżej) Miralcampo – szczep: Graciano r: 2009, cena: 21,99. Ocena: j.w. t.j. 80
Laaaato – radosne, ale i charakterne młode (nie osesek, ala bożole) wino, dość jasne, rubinowe, płacze tłuściutko. Do tego wuchta soczystych czereśni i wiśni z wuchtą świeżych ziół (bardziej tu miętkę czuję niż tymianek, a rozmaryn owszem), odrobinka równie świeżo garbowanej skóry – z niuansem pieczonego mięsa, długi finisz… oj mniam. Do tego dość wysoka kwasowość, ale zrównoważona przez ową owocową świeżość i zioła ( a nie przez cukier resztkowy). Minus – łatwo wyniuchalny alkohol, i te chemiczne fenolowe nutki – choć myślę, że po odstaniu kilku godzin zamienią się na ziołowe – bo właśnie zaczęłam wyłapywać dość agresywny tymianek (flaszka otworzona z godzinę temu). Deklarowanych cytrusów nie wyczuwam – może też po odetchnięciu- tudzież cytrusy biorę za czereśnie.
Uwaga – doklejona kontretykieta z PiPu jest z d… wzięta wg. nich wino jest różowe i powinno się je podawać w temp. 8-12 stopni (sic!).