Nazwa/szczep: Nederburg Rose 2010, RPA
Rodzaj: różowe, półsłodkie
Cena: około 30?
Miejsce zakupu: makro (mecenas degustacji)
Ocena: ** i pół, dość dobre

 

Butelkę od makro dostałam pod koniec wakacji… ale ten czas tak szybko leci, w międzyczasie urlop, aż w końcu zamiast na pożegnanie lata – to testuję na powitanie jesieni. W sumie pogoda całkiem udana, więc i Nederburg pasuje.

Nie ukrywam, że na dzień dobry zraził mnie brak informacji o szczepach, jakie zostały wykorzystane do produkcji wina – najczęściej nie wróży to nic dobrego. Butelka też całkiem nietypowa – więc ciężko przewidzieć, czego się spodziewać. A po otwarciu…

…zapach wydaje się być dość intensywny jak na wino różowe.Czuć na pewno sporo owoców, a wśród nich truskawkę i malinę. Tak samo ze smakiem. Zdziwiłam się tylko tym, że wcale nie jest takie słodkie jak półsłodkie wino być powinno. Wydaje się być w słodkości zbliżone do Cabernet d’Anjou (półwytrawne!), które też w ramach pożegnania lata przypadło mi w udziale do degustacji. I muszę przyznać, że Nederburg Rose jest lepsze.

Pozostaje tylko polecić tym, którzy lubią przyjemne i zrównoważone wina.

A z ciekawostek dodam, że Nederburg jest (chyba) największym producentem wina w RPA.

 

 

 

PS.z pozdrowieniami dla makro

 

 

 
 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...