Nazwa/szczep: Sin of Dracula 2009 / Fetească neagră / Rumunia
Rodzaj: czerwone, półwytrawne
Cena: 15,95 PLN
Miejsce zakupu: Wino ogólnodostępne
Ocena: *, akceptowalne

Przyznaję, że niektóre butelki wybieram z przekory, będąc przekonany, że testowane wina nie mogą być dobre. Tak było i tym razem. Jak jednak oprzeć się pokusie etykiety i nazwy Sin of DraculaGrzechu Drakuli, które nawiązują do polskiej szkoły designu mózgotrzepów i nazw tak słodkich jak: Diablak, Belzebub, czy Szatan? Wiem, że tę recenzję można by pisać na poważnie, można by opowiadać o transylwańskim szczepie Fetească neagră, o tym, że jest jednym z nielicznych szczepów, które przeżyły niezmodyfikowane epidemię filoksery etc. Umówmy się jednak, że jeżeli producent i eksporter sami nie traktują swojego wyrobu całkiem serio, my również nie musimy tego robić.

Pierwszy zapach i pierwsze skrzywienie – alkohol i do tego nuty butwiejącego drewna*. W smaku mocne garbniki, lekko słodkawe i nic poza tym. Smakuje kołkiem. Nie pomogło odstanie, napowietrzanie, chłodzenie, chuchanie czosnkiem, czy wymruczana szybko inkantacja wezwanie Zofii Tajber – wino martwe, tępe, niepijalne. Nie warto.

Swoją drogą pijarowcy BWS** Polska nie trafili chyba do końca z hasłem reklamowym. Butelkę zdobi tekst Dracula … pić po „zmroku”, o ileż lepiej by brzmiało w tym miejscu pić po „Zmierzchu„. Po zmianie, to wino mogłoby stać się nawet w pewnych kręgach kultowe.

* Może rzeczywiście zasugerowałem się etykietą.

** Biesy, wampiry, strachy?


 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...