Byłeś kiedyś w Beaujolais? A ja… Znam kogoś kto był. I opowiedział mi to i owo.

Beaujolais Nouveau Do Trzech Dych2

- Byłeś kiedyś w Beaujolais? A ja… Znam kogoś kto był. I opowiedział mi to i owo.
- Wiesz skąd przyjechało Beaujolais Nouveau?
- Z Francji?
- No właśnie… handlarze winem przywieźli je z Francji. A myślisz, że to taka prosta sprawa wysiąść w winnicy we Francji, złapać w skrzynkę dobrego, drogiego Burgunda i wywieźć go za granicę?
- Chyba nie…
- No jasne, że nie. Udało im się to zrobić, ponieważ wywozili tylko takie flaszki, których już nie mogli dopić, albo byli najtańszymi, najmłodszymi sikaczami z regionu i winiarze sprzedawali je za paczkę fajek, bo i tak nie mieliby z nich pożytku. I te wszystkie flaszki pojechały w Europę, podbiły restauracje i markety, ale co z tego, skoro ich wnętrze skrywa ten sam chłam, są potomkami win, które na umór ładowali robole po fajrancie, więc nie uważam, że naszym winom świętomarcińskim brakuje luzu, kapujesz?!

To właśnie dziś Francuzi wyjdą na ulice z flaszkami w rękach, ładując do odcięcia pierwsze wino rocznika 2019. Beaujolais Nouveau est arrive!

Nie dajcie się zwieść niektórym restauratorom, zapraszających na elegancką kolację z winami z Beaujoleaus z okazji trzeciego czwartku listopada. To święto taniego jabola, pitego z gwinta w ilościach hurtowych najpierw przez pracowników winnic, z okazji fajrantu od zbiorów, potem przez lokalsów, aż w końcu ktoś wpadł na genialny pomysł przekuć je w marketingowy majstersztyk.

Oczywiście jesteśmy 100%-owymi zwolennikami wszelkich inicjatyw, które prowadzą do zalewania się trunkami wyskokowymi w nieumiarkowanych ilościach, dlatego uważamy całe święto Beaujolais Nouveau za cudowne. Świętujcie więc ile wlezie! Kupcie nawet parę butelek rzeczonego wina (znajdziecie raczej w sklepach specjalistycznych, w marketach krucho). Ale, żeby nie było, że nie ostrzegaliśmy…

To wino w momencie wypuszczenia na rynek ma +/- 6 tygodni. Jest kwaśne, cienkie i sikowate. Lubi zalecieć bananem i gumą balonową. A wydacie na nie z 35zł przynajmniej. Myślicie, że wydalibyśmy nasze ciężko zarobione pieniądze na coś takiego?

…Tak. Wydamy. To jak z rogalem świętomarcińskim. Nawet go za bardzo nie lubię. Ale 11 listopada potrafię stać po niego pół godziny w kolejce. Bo dobrze mi się kojarzy. Tak jak Beaujolais Nouveau w trzeci czwartek listopada. Z beztroską i dobrą zabawą.

Jeśli nie po drodze Wam do sklepów specjalistycznych, albo wolicie nieco przyoszczędzić, sprawdziliśmy co do zaoferowania ma w tej materii Lidl. Nouveau nie było, ale znaleźliśmy aż cztery (!) etykiety z  „Bożole” w nazwie, w tym 3 cru!
----

Beaujolais Villages Lidl 2018 Do Trzech Dych Pl 1
Beaujolais Villages 2018
17,99zł

Zapach unoszący się z kieliszka jest naprawdę niezły. Raz, że nie trzeba go za bardzo szukać – jest prawie, że intensywny i wyraźny, dwa, że ma ładnie zaznaczony owoc wiśni z delikatną naleciałością jakby truskawek ze śmietaną. Prosto, soczyście i przyjemnie. Czegoś takiego oczekiwaliśmy.

Wysoka kwasowość i delikatna tanina to coś, czego można się było spodziewać. Wino jest poza tym dosyć lekkiej materii, o smaku niedojrzałej wiśni i łodygowym, pestkowym, niezbyt przyjemnym finiszu.

W sumie jesteśmy blisko stereotypowego „bożole” – dość cienkie, kwaśne i krótkie. Ale jest tanie i ma ładną etykietę, więc możemy wypić schłodzone na hejnał i poczuć się jak we Francji na święcie młodego wina. Do innych celów – raczej byśmy odpuścili.

2/5
---

Collin Bourisset Regnie 2017 Do Trzech Dych Pl1
Collin-Bourisset Regnie 2017
29,99zł

Aromat nieco skryty, nie tak soczysty i owocowy jak to bywa w Bożole, ale też nie tak prosty. Na pierwszy „rzut nosa” czerwony owoc naturalnie rządzi, jest sporo wiśni, truskawki, ale momentami skręca też w nieco ciemniejszą, porzeczkową stronę. W tle na granicy autosugestii nuty ziemiste. Przyzwoicie!

Kwasowość średnia z plusem, tanina zdecydowanie bardziej zaznaczona niż w podstawowych Beaujolais. Tak samo jak i profil smakowy – więcej tu porzeczki, jest nuta pieprzu, odrobina kawy. To coś więcej niż owocowy prościak. Szkoda, że finiszuje dosyć krótko, ale nie można mieć wszystkiego.

Miłe zaskoczenie, że wino okazało się mieć sporo charakteru. Zdecydowanie jednak trzeba deklarować się jako fan takiego stylu, żeby smakowało – jest kwasowe, szorstkie, ale na swój sposób smaczne. Polecamy do świętowania Beaujolais Nouveau w bardziej elegancki niż zalewanie się do odcinki sposób.

3/5
-----

Collin Bourisset Beaujolais Villages 2016 Do Trzech Dych Pl2
Collin-Bourisset Beaujolais Villages 2016
23,99zł

Zapach mocą z nóg nie zwala, należy się dobrze wwąchać żeby poczuć owocowo-kwiatowy aromat czarnej porzeczki z jeżyną i kwitnących fiołków. Obroty kieliszka uwolnią ukryte pokłady banana, świeżej wiśni z nieśmiałą szczyptą malin i mieszankę ziół. Ogólnie konstrukcja nie sili się na wielkie bogactwo, ale jest sympatyczna i raczej zachęca do spróbowania.

Zdecydowanie nie masywne, raczej zbudowane średnio z minusem, ale nie oszczędza na kwasowości, która jednak ładnie się wplata. Lekkie jak piórko muśnięcie tanin. Sok porzeczkowy i czereśnie budują owocowy profil. Pojedyncze strzały cynamonu i pieprzne szczypnięcia. Końcówka jest nawet długa, przyjemna, choć trochę goryczkowa.

Proste to ale wcale niezłe. Wystarczy trochę schłodzić i wchodzi jak miód nie męcząc taninami i ciężarem. Warto otworzyć trochę wcześniej i potrzymać w lodówce do wieczora- da więcej frajdy.

3/5
---

Collin Bourisset Julienas 2017 Do Trzech Dych Pl2

Collin-Bourisset Julienas Cru du Beaujolais 2017
29,99zł

Nos w średnio wysokich rejestrach, sok z czarnej porzeczki i świeże maliny pachną świeżo i przyjemnie. Delikatny banan przebija się dzielnie w towarzystwie czerwonych jabłek i soczystego granata. Dodatek truskawek i fiołków oraz kilka hojnych szczypt cynamonu i wanilii dopełniają kompozycję. Jest więcej niż dobrze, wąchanie zalecane w dużych ilościach.

W ustach zadziorne, nawet trochę złośliwe. Kwasowości jest tu sporo, jest też świeża, trochę jeszcze chropowata i lekko namolna tanina. Mnóstwo czerwonych owoców, wiśni i malin w akompaniamencie czarnych i czerwonych porzeczek. Trochę ściółkowo-ziemistych elementów dodaje powagi. Wanilia gdzieś się zapodziała, jest za to znajomy z nosa cynamon i pieprzne szczypnięcię. Nieźle zbudowane, zwłaszcza jak ktoś kojarzy gamaya z lekką czerwienią. Finisz? Jest, ale nie za długi.

Wyraziste, charakterne wino, brak mu jednak subtelności i dla niektórych będzie to marnotrawstwo gamaya. Rzeczywiście ostra tanina i wyraźna kwasowość w połączeniu z pieprzną ostrością pod koniec, mogą wydać się zbyt agresywne. My jednak myślimy tak: na czilałt przy Netflixie znajdzcie coś innego. Jednak do tłustego mięsa albo sosu przypasi, intensywny owoc wytrzyma to starcie, a kwas przyda się żeby przyciąć nadmiar tłuszczu.

3,5/5

Zobacz koniecznie